czwartek, 18 lutego 2016

Minęły już ponad dwa lata.
Kilkaset kilometrów stąd, 20 cm włosów temu, miliony zmartwień wcześniej.
Teraz wszystko wydaje mi się bez sensu, ja wydaje się samej sobie bez sensu, moje studia są bez sensu, nie wiem co robić dalej - dlatego, zgodnie z niepisanym zwyczajem, pogrążam się w przeszłości. Która w tym momencie wydaje się niedocenioną idyllą.
























kropka




piątek, 5 lutego 2016


Notatki z "Traktatu o łuskaniu fasoli"


Tylko że sam dla siebie człowiek nie jest świadectwem. Musi zawsze ktoś drugi poświadczyć. Sam dla siebie człowiek jest zbyt wyrozumiały. Jak może, tak się broni przed sobą. Kluczy, wymija się, omija, aby nie dalej, nie głębiej, nie tam, gdzie coś ukrywa. Sam przed sobą każdy chciałby wyjść jak na ślubnej fotografii. Uczesany, ogolony, w garniturze, w krawacie, zażywny, uśmiechnięty i żeby mu dobrze z oczu patrzyło. No, i jak najmłodziej. I wierzy, że to on. Tylko gdyby się tak uczciwie sobie przyjrzał...

Tak jak teraz, po sezonie, dzień od dnia prawie się nie różni. Z rana to jak każdy, kto wstanie, myję się, ubieram. Chociaż powiem panu, kiedy sobie uprzytomnię, że cały świat razem ze mną wstaje, myje się, ubiera, nieraz chce mi się z powrotem do łóżka położyć i przynajmniej ten raz nie wstać czy już nie wstać w ogóle. Jakby jakieś przekleństwo wisiało nad człowiekiem, że każdego dnia musi wstać, umyć się, ubrać. Od tego samego miałby prawo czuć się zniechęcony do całego dnia, mimo, że dzień się dopiero zaczyna, i do wszystkiego, co się w tym dniu zdarzy lub nie zdarzy. A niech pan sobie wyobrazi, że przez całe życie tak. Ile to raz nawstawaliśmy się, namyli, nabierali i po co? [...] O, i według tego najlepiej widać, że świat się kręci, ale nigdzie nie zmierza.

Mimo że jak teraz, jesienią, dzień wydawałby się coraz krótszy i krótszy, to coraz bardziej mi się dłuży. Nieraz gdy się rano zbudzę i pomyślę, że muszę do wieczora żyć, mam wrażenie, jakby to było znów od urodzenia do śmierci. Nie wiem, czy pan kiedyś coś takiego odczuwał, ale jakby coraz trudniej było przeżyć dzień.

A powiem panu, taka mnie zachłanność ogarnęła, że postanowiłem się na wszystkich instrumentach nauczyć. Nawet na perkusji. Uboga to była perkusja. Bęben, jeden bębenek, talerz, trójkąt. Ale gdy się tak nieraz na niej tłukłem, czułem, jak coś zaczyna we mnie drgać, jakby jakiś zegar zaczął iść, który do tej pory stał. Z czasem to zrozumiałem. Otóż, według mnie, nie tylko muzyką, także życiem rządzi rytm. Gdy człowiek traci w sobie rytm, traci i nadzieję. Cóż jest płacz, cóż rozpacz, jeśli nie brakiem rytmu. Cóż pamięć, jeśli nie rytmem.

Młodym zawsze się wydaje, że zbudują, nowy, lepszy świat. Wszystkim młodym. Nowym młodym, starym młodym. A i tak pozostawiają po sobie taki świat, że nie chce się na nim żyć.

Lubiłem popatrzeć na różne stare meble, obrazy, przedmioty. Na te wszystkie serwantki, sekretarzyki, lustra, lampy, zegary czy nawet kałamarze, suszki, nożyki do cięcia papieru. Tak się zastanowić, to też ileż w tych wszystkich meblach, przedmiotach kryje się ludzkich dotknięć, spojrzeń, ileż bicia serc, westchnień, smutków, płaczów, naturalnie i śmiechów, uniesień, wybuchów radości, jakkolwiek tych dużo mniej, tych jest zawsze mniej. Czy ile słów, niech pan tylko tak pomyśli. I tego wszystkiego już nie ma. Ale czy rzeczywiście już nie ma? Tak na przykład moździerz do tłuczenia pieprzu, cynamonu, goździków, gdy go dotykałem, niech mi pan wierzy, coś do mnie mówił. Tylko, że nie dane było mi usłyszeć.

Jeszcze tak jak teraz, jesienią czy zimą, wieczory długie, ja z tymi psami, to bywa, że i tu, do kuchni, sobie przyniosę, wstawię świece i patrzę, jak się palą. I gdy tak patrzę, jak się palą, powiem panu, przestaję odczuwać, że to ja patrzę. Jakby ktoś tu był za mnie. Nie wiem kto. Zresztą nieważne. Psy leżą, o, jak teraz pod ścianami w mroku, śpią czy udają, a we mnie jakby wszystko mijało i coraz większy spokój mnie ogarnia. Obojętny się niemal sobie staję, obojętny staje mi się cały świat, że jest taki, a nie inny, A nawet mam poczucie, jakbym się odnajdywał w nieznanym mi porządku. No, i widzi pan, wydawałoby się zwykłe świece. Palą się i milczą. Ale może w tym ich milczeniu jest coś więcej prócz milczenia, jak pan myśli?