piątek, 6 grudnia 2013

Czasem wydaje mi się, że niepokój jest wpisany w naturę człowieka. Jakimiś niewiadomymi strukturami wrasta we wszystkie tkanki, skulony siedzi w kącie ciała, może między żebrami, może za mostkiem. Bez względu na to gdzie, wciąż się ukrywa. 

Wydaje mi się, że z natury swej jest bardzo przebiegły. I złośliwy. Tylko czeka na to, by resztkami sił wyczołgać się zza kruchych kości i zacząć pogwizdywać, syczeć, tupać, drżeć, zaczepiać. Chyba lubi się bić, nie przepada za spokojem, potrzebuje ciągłych wrażeń, a wprost dziką radość sprawia mu stukanie w korę mózgu, by nawet na sekundę nie dać o sobie zapomnieć.

Oczami wyobraźni widzę jak ogarniają go spazmy przyjemności gdy człowiek wpuszcza go do wnętrza swojej głowy. Tam też rozrasta się, siedzi na swoim, utkanym z niedopowiedzeń, krwawym tronie i dowodzi kolejnymi atakami domysłów i zmartwień. Jest wręcz generałem wrogich sił, które ze wszystkich stron atakują zbyt słabe, marzycielskie dusze. Może jest wysłannikiem ciemnych mocy rzeczywistości? Może ma za zadanie sprowadzać nas na ziemię, gdy zaczynamy błogo wisieć w powietrzu, gdy tylko oderwiemy stopy od lepkiego gruntu? 



Wieczorny słowotok.
Kupiłam dzisiaj świetny miesięcznik, zwie się "Chimera". Bardzo dobra treść i fantastyczna szata graficzna. Jeśli nie wiecie na co wydać 10 zł by zrobić sobie wielką przyjemność, polecam (wiem, że złotych dziesięć to niemały wydatek, ale dzisiaj zdecydowałam się zostać swoim własnym Mikołajem.) 

I wróciłam do domu, a tam czekał na mnie prezent - Paryż - miasto sztuki i miłości w czasach Belle Epoque - co za radość, będę udawać, że wcale nie wiem, że to od rodziców! 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz