piątek, 30 maja 2014

źle mi z tym, że od pewnych rzeczy nie ma odwrotu, że nie można powiedzieć "w sumie, źle zrobiłam, to była zupełnie bezsensowna decyzja, odkręćmy to wszystko". nie, ja nie mam prawa do błędu, nie mam prawa się pomylić, przeliczyć... mój uniwersytet jest mi kulą u nogi, to jakaś zasklepiona, ociężała forma, której nie można w żaden sposób zmusić do zmiany, choćby najdrobniejszej. cuchnie naftaliną, starością, a jedyny system jaki w niej panuje to system feudalny: student - chłop małorolny - nawet nie próbuje się wdrapać wyżej, bo wie, że z góry skazany jest na niepowodzenie. to instytucja tak bardzo przesiąknięta mylnym pojęciem "tradycji", że na zajęciach wychowania fizycznego wydaje mi się, że tę piłkę lekarską kopał jeszcze  żak Mikołaj Rej.

ale z dobrych wieści: jest i muzyczka!










poniedziałek, 19 maja 2014

woda ustąpiła. całe to napięcie, które przez ostatnie dni zbierało się nad nami, kruche jak łupina orzecha, nagle rozproszyło się, rozdarło poły niebu i wypchnęło do nas słońce z mocą greckiego boga podtrzymującego glob. zabawnie było tak siedzieć, wciąż w jednym miejscu, bez ruchu, niezmiennie i statycznie patrzeć na świat zza okna lodowatego pokoju bez promienia światła, gdy cała przestrzeń dudniła nieopisaną radością zieleni, pokusą życia, bliznami hedonizmu. czy deszcz, grad, śnieg topniejący na przykurzonym parapecie, ja wciąż, zwinięta na tronie własnej bezradności kpiłam z was wszystkich, szczęśliwych i beztroskich, was, umiejących z odwagą spoglądać na brutalne w swoim blasku słońce, was, ze zmarszczkami wydrapanymi w twarzach tępą motyką uśmiechu. beztroska kłuła pancerz mojego ciała, grzechem było chcieć więcej, marzyć i umieć żądać od losu choć życzliwego poklepania po skulonych w niemym uniżeniu plecach. coraz głębiej stapiałam się w drewnianym uścisku ze starym krzesłem, strącana w otchłań samotności z wyboru, we wnętrzu chorej głowy byłam nie Syzyfem, który, choć beznamiętnie, rozpaczliwie pogrąża się w absurdzie, walczy, nie, ja byłam głazem - ociężałym i bezwolnym, bez myśli i bez nadziei.


piszę o smutku, ale nie jestem smutna.
to takie małe spostrzeżenia gdy świat krzyczy feerią barw, a ja znów waruję przy biurku.
idę zrobić kanapkę z serkiem topionym i pomidorem. niech będzie święto i radość.


środa, 14 maja 2014

przepis na najbardziej schizofreniczne zdjęcia na świecie

(przeterminowana rolka + długi okres czasu bez wywołania)

















poniedziałek, 5 maja 2014