piątek, 22 listopada 2013

Człowiek w końcu znajduje czas żeby usiąść nad językoznawstwem i porządnie zakuć do poniedziałkowego kolokwium. Gdy po walce ze zmęczeniem ów człowiek znajduje jakieś resztki, ochłapy motywacji - sąsiadka z góry na cały regulator swojego telewizora puszcza mszę z obowiązkową obecnością fałszujących wiernych. W piątek o godzinie 17, dwudziestego drugiego listopada 2013. Echo jest paskudne, roznosi się po całym pokoju, wlatuje do ucha i wyrzuca z głowy wszystkich de Sausurre'ów i innych Jakobsonów - wnioskuję, że to znak od Boga o słabo ukrytym przekazie - "nie ucz się". Chyba idę spać w akompaniamencie kościelnych organów. (Dlaczego nie można mieć wyjmowanych uszu, takich jak u ziemniaka z Toy Story?)



czwartek, 14 listopada 2013



chciałabym zamilknąć
nie na zawsze, może tylko na próbę
zakleić usta i nie otworzyć przez tydzień
skonać we własnych myślach i cudzych słowach
utonąć

mam siebie dość
dość porządnie dość
czy można się jakoś ewakuować z ciała?



niedziela, 10 listopada 2013


nasz wielorybek osiadł na mieliźnie!
moje alter ego pływa po chropowatych ścianach

pustki




wtorek, 5 listopada 2013


Depresyjne obrazki/zdjęcia/rysunki z tumblr'a - zawsze dobre!

Szkoda, że nie mam czasu ich przeglądać, nie mam czasu, spać, jeść, myśleć, pisać, rysować, robić zdjęć, relaksować się, gotować, robić zakupów, wyjść z domu, nie martwić się, biegać po deszczu. Jestem zasypana nauką po szyję, a nawet po czubek głowy. Jeśli jeszcze rozważacie pójście na studia filologiczne - porzućcie wszelką nadzieję, że w czasie ich trwania będziecie wiedli normalne życie, z beztroskimi dniami. Pracy jest ogromna ilość (jeśli w ogóle można mówić o ilości, ja raczej nazwałabym to niekończącym się wzgórzem nauki) i dobrze, że jeszcze pamiętam o oddychaniu (chociaż zobaczymy jak długo). 

To jest jedna z niewielu dzisiejszych chwil, gdy robię coś niezwiązanego ze studiami. Od 5 godzin rozwiązuję zadania z gramatyki i z pewnością czeka mnie drugie tyle. Przepraszam, ale musiałam się gdzieś wyżalić, gdzieś, gdzie nie wyjdę na mazgaję (a może i wychodzę na taką ciapę, ale co mi tam, to wirtualny świat). c:



niedziela, 3 listopada 2013


jeśli ktoś niebem nazwie ziemski czas
grzecznie kłaniam się i nogi biorę w pas
skuteczne potępienie tu bez piekielnych bram