Człowiek w końcu znajduje czas żeby usiąść nad językoznawstwem i porządnie zakuć do poniedziałkowego kolokwium. Gdy po walce ze zmęczeniem ów człowiek znajduje jakieś resztki, ochłapy motywacji - sąsiadka z góry na cały regulator swojego telewizora puszcza mszę z obowiązkową obecnością fałszujących wiernych. W piątek o godzinie 17, dwudziestego drugiego listopada 2013. Echo jest paskudne, roznosi się po całym pokoju, wlatuje do ucha i wyrzuca z głowy wszystkich de Sausurre'ów i innych Jakobsonów - wnioskuję, że to znak od Boga o słabo ukrytym przekazie - "nie ucz się". Chyba idę spać w akompaniamencie kościelnych organów. (Dlaczego nie można mieć wyjmowanych uszu, takich jak u ziemniaka z Toy Story?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz