czasem
gdy przed światem zasłaniam oczy
dłonią
gdy przed światłem jak Fedra mrużę
powieki
po krwi wędruje jedna myśl
co jeśli za życia jest się prochem
w co się obrócisz po swojej śmierci
a ja
gdy już zniknę
chciałabym być drzewem
o korzeniach mocnych
z żywicą zamiast krwi
rozsadzać chodniki
kruszyć mury
teraz
wątłym ramieniem
mogę jedynie pisać
wiersze wątpliwej wciąż
urody
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz