Zbliża się sesja, ręce mi odpadają, masowo piję arcyzdrowy preparat muliwitamino-kofeino-pobudzająco-niesmaczno-regenerujący preparat o jakże zagadkowej nazwie "Sesja" (mówiąc potocznie, najczęściej daje dobrego kopa), ale w moim mózgu nadal pustki i przeciąg.
W każdym razie, pomimo chwilowego przerażenia, że w piątek egzamin, a ja nadal jestem w tylnej części ciała, jestem w bardzo dobrym humorze. A to wszystko dlatego, że, choć to niezwykle paranoiczne, czuję już wakacje, wolność, brak zajęć, czytanie książek, gotowanie, jeżdżenie pociągami, kąpiel w jeziorze, nogi i reszta otłuszczonego ciałka na hamaku, domowe zacisze, próby rysowania... Wszystko zapowiada się pięknie, mam nadzieję, że dożyję tego szczęśliwego czasu. :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz