niedziela, 21 września 2014



jestem chora (po raz drugi w ciągu dwóch miesięcy, moja odporność jest mistrzem świata w kategorii słabeuszy).
na całe szczęście mam obok siebie miłosiernego samarytanina, który nakarmi, napoi, przytuli i ukoi. 

dobrze, bardzo dobrze.

a gdy nie choruję, uczę się francuskiego. po raz pierwszy od dawna jestem wśród innych ludzi częściej niż przez godzinę w tygodniu i wcale nie jest to tak fatalne jak się obawiałam. w końcu jakieś mentalne mini postępy.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz