właśnie tak wygląda człowiek który następnego dnia pisze egzamin z łaciny
i aby nakreślić pełny obraz/grozę sytuacji należy dodać
że jest umysłem wyjątkowo opornym na
wiedzę w każdej możliwej postaci
a w kwestii łaciny
(cholerni Rzymianie)
zdolności
wybitnie
na minus
dlaczego Rzymianie
pomimo swojego geniuszu
nie wpadli na świetny pomysł
układania wyrazów
w kilometrowych zdaniach
w kolejności
nieprzypadkowej?
wtorek, 27 stycznia 2015
taniec leniwca
poniedziałek, 26 stycznia 2015
.
poprosiłam pana M. żeby kupił mi coś słodkiego do herbaty
kupił kilogram cukru
piątek, 23 stycznia 2015
"Gdyby grafomania była karana, dodał, należałoby Komornickiego skazać na bezterminowe ciężkie roboty, twarde łoże, ciemnicę, suchy chleb i brudną wodę. Jako dowód winy wystarczyłaby prokuratorowi dowolna strona omawianego tomiku. I zacytował wiersz ze strony czternastej: Przebudzono wielkie dzwono (tak!), Wandę stróżkę i Kościuszkę; a dziecinę ułożono przy ołtarzu na poduszkę, przed Kościuszkę. Wionął tu zew: wszedł królewicz, książę Józef i Mickiewicz; a strzelano z arkebuzew (tak! tak!) i trąbiono jakby z dziewicz (tak! tak! tak!) dął Mickiewicz. Pisał, że rozumie właściwie wszystko. I dziecko położone przed ołtarzem, i bohatera narodowego Kościuszkę, i księcia Józefa, i stróżkę Wandę. Ale kiedy widzi przekręcanie słów, żeby uzyskać rymy, i czyta, że dziewicą można trąbić jak trąbą ("Ciekaw jestem, gdzie się przykłada usta") to myśli o samobójstwie."
Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.
Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.
Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię (...).
sobota, 10 stycznia 2015
ostatnio spotkały mnie rzeczy nieskończenie dobre i jasne; mnie samą dziwi ten szczęśliwy przypadek
jak błękitne i szczere spojrzenie pewnej starszej damy, z wiankiem srebrnych włosów i tak prostoduszną życzliwością, że aż ten kicz zwany wzruszeniem zaplątał mi się w gardle, podrapał powieki
i tak przez ułamek sekundy poczułam, że to ktoś najzupełniej bliski, zadziwiająco ważny, jakby serce znało ją już wcześniej; to wszystko takie dziwne, nieokreślone, bez definicji i rozsądku
i ona też mnie poznała, widziałam to w jej szklanym spojrzeniu, niemym wzruszeniu, wciąż błądzę w pamięci
a dzisiaj moje życie zmieniło się film, i to nie horror, nie żadne American Psycho czy Piknik pod wiszącą skałą
nie, to ukochana miłością ckliwą Amelia, nad którą wylałam potoki łez wzruszenia, rozgrzebując własne marzycielstwo
pan, jeden z ludzi stojących przy Bagateli, był zupełnie nie taki, jakimi zwykle bywają tamtejsze tłumy
był to pan z akordeonem, ale nie taki, co to nauczył się czterech piosenek i wygląda na to, że wciąż jeszcze nie wykuł ich do porządku
nie, pan stał, promieniejąc radością życia, i grał
a grał piosenkę ze wspomnianej już Amelii
i nie widziałam żadnego futerału, pudełka czy kapelusza na monety od przechodniów
zaskoczona i poruszona wykrzyknęłam coś równie banalnego jak "to z Amelii!", a potem odwróciłam się (po zrobieniu kroków dziesięciu)
a pan grał dalej i uśmiechał się do mnie szeroko, i szczerze, z niewymuszoną radością, tak, jak nigdy nie uśmiechnął się nikt w mieście niestołecznym Krakowie
a ja widziałam ten bijący od niego blask, to nagle uderzenie ciepła połączone z jasnością
jasnością inną niż ziemska, niż ludzka, niż taka, którą można wyrazić słowami
ja dziś mam nastrój
(dużo bardziej niż kapkę)
sentymentalny
a piszę
żeby nigdy nie zapomnieć
wtorek, 6 stycznia 2015
Podjęłam wyzwanie, 52 książki mają być przeczytane do 31 grudnia 2015.
Stan na 06.01.2015 r. przedstawia się w sposób następujący:
1. "Dwanaście" Marcin Świetlicki - przeczytana
2. "Kariera Wieśniaka" Pierre de Marivaux - powoli, bo powoli, czytana na Rajskiej, bo to jedna z książek prawie nie do zdobycia (nie wiedzieć czemu) - 1/4
Jak na razie wynik jest mierny, sesja z pewnością nie wpłynie na jego poprawę. No cóż, pozostaje mi trzymać kciuki za mnie samą. I za porzucenie mojego, legendarnego już, słomianego zapału.