piątek, 30 stycznia 2015



właśnie tak wygląda człowiek który następnego dnia pisze egzamin z łaciny
i aby nakreślić pełny obraz/grozę sytuacji należy dodać
że jest umysłem wyjątkowo opornym na
wiedzę w każdej możliwej postaci
a w kwestii łaciny
(cholerni Rzymianie)
zdolności
wybitnie
na minus





dlaczego Rzymianie
pomimo swojego geniuszu
nie wpadli na świetny pomysł
układania wyrazów
w kilometrowych zdaniach
 w kolejności
nieprzypadkowej?


poniedziałek, 26 stycznia 2015

piątek, 23 stycznia 2015

"Gdyby grafomania była karana, dodał, należałoby Komornickiego skazać na bezterminowe ciężkie roboty, twarde łoże, ciemnicę, suchy chleb i brudną wodę. Jako dowód winy wystarczyłaby prokuratorowi dowolna strona omawianego tomiku. I zacytował wiersz ze strony czternastej: Przebudzono wielkie dzwono (tak!), Wandę stróżkę i Kościuszkę; a dziecinę ułożono przy ołtarzu na poduszkę, przed Kościuszkę. Wionął tu zew: wszedł królewicz, książę Józef i Mickiewicz; a strzelano z arkebuzew (tak! tak!) i trąbiono jakby z dziewicz (tak! tak! tak!) dął Mickiewicz. Pisał, że rozumie właściwie wszystko. I dziecko położone przed ołtarzem, i bohatera narodowego Kościuszkę, i księcia Józefa, i stróżkę Wandę. Ale kiedy widzi przekręcanie słów, żeby uzyskać rymy, i czyta, że dziewicą można trąbić jak trąbą ("Ciekaw jestem, gdzie się przykłada usta") to myśli o samobójstwie."

Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.

Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.

Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię (...).


sobota, 10 stycznia 2015

ostatnio spotkały mnie rzeczy nieskończenie dobre i jasne; mnie samą dziwi ten szczęśliwy przypadek 
jak błękitne i szczere spojrzenie pewnej starszej damy, z wiankiem srebrnych włosów i tak prostoduszną życzliwością, że aż ten kicz zwany wzruszeniem zaplątał mi się w gardle, podrapał powieki
i tak przez ułamek sekundy poczułam, że to ktoś najzupełniej bliski, zadziwiająco ważny, jakby serce znało ją już wcześniej; to wszystko takie dziwne, nieokreślone, bez definicji i rozsądku
i ona też mnie poznała, widziałam to w jej szklanym spojrzeniu, niemym wzruszeniu, wciąż błądzę w pamięci
a dzisiaj moje życie zmieniło się film, i to nie horror, nie żadne American Psycho czy Piknik pod wiszącą skałą
nie, to ukochana miłością ckliwą Amelia, nad którą wylałam potoki łez wzruszenia, rozgrzebując własne  marzycielstwo
pan, jeden z ludzi stojących przy Bagateli, był zupełnie nie taki, jakimi zwykle bywają tamtejsze tłumy
był to pan z akordeonem, ale nie taki, co to nauczył się czterech piosenek i wygląda na to, że wciąż jeszcze nie wykuł ich do porządku
nie, pan stał, promieniejąc radością życia, i grał
a grał piosenkę ze wspomnianej już Amelii
i nie widziałam żadnego futerału, pudełka czy kapelusza na monety od przechodniów
zaskoczona i poruszona wykrzyknęłam coś równie banalnego jak "to z Amelii!", a potem odwróciłam się (po zrobieniu kroków dziesięciu)
a pan grał dalej i uśmiechał się do mnie szeroko, i szczerze, z niewymuszoną radością, tak, jak nigdy nie uśmiechnął się nikt w mieście niestołecznym Krakowie
a ja widziałam ten bijący od niego blask, to nagle uderzenie ciepła połączone z jasnością
jasnością inną niż ziemska, niż ludzka, niż taka, którą można wyrazić słowami

ja dziś mam nastrój
(dużo bardziej niż kapkę)
sentymentalny
a piszę
żeby nigdy nie zapomnieć


wtorek, 6 stycznia 2015

Podjęłam wyzwanie, 52 książki mają być przeczytane do 31 grudnia 2015.

Stan na 06.01.2015 r. przedstawia się w sposób następujący:
1. "Dwanaście" Marcin Świetlicki - przeczytana
2. "Kariera Wieśniaka" Pierre de Marivaux - powoli, bo powoli, czytana na Rajskiej, bo to jedna z książek prawie nie do zdobycia (nie wiedzieć czemu) - 1/4

Jak na razie wynik jest mierny, sesja z pewnością nie wpłynie na jego poprawę. No cóż, pozostaje mi trzymać kciuki za mnie samą. I za porzucenie mojego, legendarnego już, słomianego zapału.