"Gdyby grafomania była karana, dodał, należałoby Komornickiego skazać na bezterminowe ciężkie roboty, twarde łoże, ciemnicę, suchy chleb i brudną wodę. Jako dowód winy wystarczyłaby prokuratorowi dowolna strona omawianego tomiku. I zacytował wiersz ze strony czternastej: Przebudzono wielkie dzwono (tak!), Wandę stróżkę i Kościuszkę; a dziecinę ułożono przy ołtarzu na poduszkę, przed Kościuszkę. Wionął tu zew: wszedł królewicz, książę Józef i Mickiewicz; a strzelano z arkebuzew (tak! tak!) i trąbiono jakby z dziewicz (tak! tak! tak!) dął Mickiewicz. Pisał, że rozumie właściwie wszystko. I dziecko położone przed ołtarzem, i bohatera narodowego Kościuszkę, i księcia Józefa, i stróżkę Wandę. Ale kiedy widzi przekręcanie słów, żeby uzyskać rymy, i czyta, że dziewicą można trąbić jak trąbą ("Ciekaw jestem, gdzie się przykłada usta") to myśli o samobójstwie."
Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.
Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.
Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię (...).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz