piątek, 29 marca 2013

Wielkie plany i wielkie nadzieje

Ostatnio, zamiast się uczyć, bo przecież to robimy całe życie i nie przeraża nas nawet wizja zbliżającej się matury (do której został nam miesiąc, ale ten smutny fakt przemilczmy) zachciało nam się podróży. Takiej ogromnej, z pompą, ale nie żadne pięciogwiazdkowe hotele, żadnych wylegiwań przy basenie, tylko słońce, zmęczenie, głód, autostop, pociągi i ludzie z couchsurfingu. Zaplanowałyśmy sobie całą podróż - z naszego miasta przez Czechy, Austrię, Słowenię, Włochy, Hiszpanię, Francję, Wielką Brytanię, Holandię i Niemcy. No tak, teraz plan wygląda super, ale wiemy, że na pewno coś pójdzie nie tak, jak chciałyśmy, więc nie zdziwi nas nawet, znając nasze zorganizowanie, jeśli dojedziemy do Turcji. :) Zrobiłyśmy listę potrzebnych rzeczy, co musimy kupić, ile pieniędzy trzeba wydać na sam ekwipunek i bilet, który pozwala na podróżowanie po całej Europie przez 10 dni. Jak można było się spodziewać, to nie jest koszt kilku złotych, tym bardziej, że sam bilet kosztuje ok. 1200zł, ale chcemy dać sobie radę, ciężką pracą w wakacje zarobić na wakacje życia. Bo przecież takie będą, już nie może być inaczej. Ale szczerze mówiąc, chyba oszaleję, jeśli będę pracować tak, jak w zeszłym roku, w Krakowie, na rynku, jako kelnerka, w restauracji, która traktowała nas jak tanią siłę roboczą. Ale czego się nie robi dla wspomnień? Jak na razie nie mam o czym opowiadać moim hipotetycznym przyszłym dzieciom, a po tym, zakładając, że nikt mnie nie zabije i nie porwie, w końcu będę guru w jakieś sprawie. Tak się cieszę, na tę podróż, że cała się trzęsę z radości i niestety zapominam o maju. Ale, ale, maturę zamierzam pokonać siłą spokoju, po pierwsze - ommmmmm.









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz