piątek, 29 marca 2013

Kocie sprawy

Rekonstrukcja wyglądu rzeczonego kota :)
Jestem mistrzem traumatycznych przeżyć. Dzisiaj, wracając od mojego Przyjaciela, przybłąkał się do mnie kot. Młody, śliczny, biały z pręgowanym, uciętym ogonem, wyraźnie zagubiony. Zrobiło mi się go okropnie żal, był cały umorusany i ogarnęła mnie taka fala współczucia, że zaczęłam go głaskać (chociaż mama zawsze powtarza: nigdy nie głaszcz obcych zwierząt :). Zaczął słodko mruczeć, przytulać się, bawić, przymilać, ale ja wiedziałam, że nasze rozstanie będzie ciężkie, chociaż nie przypuszczałam, że tak bardzo. Gdy zaczęłam iść w stronę domu, młody kociak zaczął iść za mną, wyraźnie zadowolony, że podbił kolejne serce. Zrobiło mi się głupio, odwróciłam się, a ten, widząc, że na niego patrzę, zaczął biec w moją stronę (a przechodząc przez jezdnie obejrzał się czy nie jedzie żaden samochód, no przysięgam!). Był najwyraźniej przekonany, że znalazł nowy dom, który naprawdę chciałam mu dać, ale uniemożliwia mi to fakt, że zaraz wyjeżdżam na studia, całymi dniami nie ma nas w domu, a mój tata nie akceptuje żadnego zwierzątka większego od chomika, więc zupełna kiszka. Zawsze mam takie szczęście, że lecą za mną wszystkie porzucone zwierzęta, a ja, prócz czegoś do jedzenia i picia, nic innego nie mogę im dać. Kociak doleciał ze mną do domu, wręcz chciał do niego wejść, przekonany, że już tutaj mieszka. Serce mi się kroiło na części, dałam mu jedzenie i siedziałam na zimnie, głaszcząc jego umorusane futro. Rana na uciętym ogonie była jeszcze świeża, więc możliwe, że ktoś wyrzucił go z samochodu w zupełnie nieznanym miejscu, przycinając ogon - to zupełnie mnie rozwaliło. Gdy zaczął odchodzić, cały czas odwracając się, pomyślałam, że już leci załatwiać swoje kocie sprawy, weszłam do domu i przez szybę w drzwiach zobaczyłam, że przez chwilę stoi przed drzwiami. Było mi okropnie przykro, ale rodziców i brata nie umiałam przekonać do mojego planu, bo to po prostu niewykonalne. Co gorsze, wychodząc z domu z mamą, po jakiś 2 godzinach, okazało się, że kociak cały czas czekał na mnie na podwórku sąsiadów i całą drogę na przystanek leciał za nami. Nawet gdy wróciłyśmy, w świetle latarni zobaczyłam jakiś biegnący, kocio-podobny kształt. I teraz siedzę sama, bez kota czy innego zwierzaka i jest mi tak przykro, że mam ochotę rozpaść się na części. Nienawidzę takich sytuacji, bo nigdy nie wiem co zrobić. Mam nadzieję, że ktoś go przygarnął, bo jest naprawdę rozkosznym kociakiem. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz