niedziela, 13 października 2013

Mój notes z kilku miesięcy. Różne grafomańskie zabawy, ale miło to nareszcie zgromadzić do porządku w jednym miejscu. Z góry przepraszam, jeśli z zażenowania pójdzie wam krew z oczu.

we wander in the dark
with eyes closed tight
at homes instead of dust
we silently sweep our small tragedies

under a layer of powder
we cover every wound
to with the new day's come
with a morning coffee
put on a mask of joy

we live on our own
with a backpack of fears
loudly slamming the door
not to let them come in
can't sleep at night
silence pillow every whisper
that comes under our beds

My 
trybiki w maszynie
niepowstrzymanego pędu
z obłędem w oczach
przeszukujemy dziurawe
kieszenie cudzych wspomnień

My
barbarzyńcy i oszuści
pod skorupą pogardy
ukrywamy serce tchórza
wrażliwość dziecka
w pewny krok ubieramy strach

Ja
ukryty obserwator
każdego oddechu życia
wylewam na puste strony
pobladłe ze wstydu słowa
których nigdy nie wypowiem

wprowadzam się do obcego pokoju
z obcym tapczanem szafą i zimną podłogą
z przeciągiem w przerażonej głowie

muszę każdą rzecz zdefiniować na nowo
nadać nazwy kolory i kształty
by przez szarość smutku niepostrzeżenie
przebiegły ciepłe barwy wiosny naumyślnie
każdą rzecz przygarnąć każdej dać dom
wielka odpowiedzialność dla nieodpowiedzialnej

wciąż uczę się tych ścian
by za kilka lat w ciemnościach już nie błądzić
nie otwierać źrenic po granice bólu 
zapomnieć gniazdo znaleźć dom

nie wiem tylko gdzie schować mam
tęsknotę co wypycha serce
i otwiera każdą z szuflad
w której wciąż próbuję ją zamknąć

biegnąc w życiowym korowodzie
nie spóźnij się
tonąc w morzu cudzych spojrzeń
nie zgub się
ślepnąc w rzece ulicznych blasków
nie strać głowy

płyń małą prywatną łodzią
bądź sobie sterem kapitanem dziobem i masztem
rozłóż ręce ręce na środku oceanu
i płyń dalej niż sięga ludzki wzrok
(gdzie woda czuje dotyk nieba)

do wnętrza ziemi wpłyń gładko
z nieśmiałym wdziękiem cichym szumem
jak taflę wody łam przeciwności losu
co istnieją tylko we wnętrzu twej głowy

cała jestem obłokiem dzikich kształtów
zawieszona nad ziemią krążę nieustannie
czasem wkradnę się do twej filiżanki
by mimochodem wskoczyć w burzliwy krwi obieg

i w niebycie wciąż jestem machając nogami
przepływam między wami bez ułamka dźwięku
i przeminę zamknięta pod powłoką powiek
co pancerzem mi i zbroją przed więdnącym światem

...

(nie przeczytasz nigdy
słów wyrytych w mojej duszy
ostrym dłutem smutku)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz