wtorek, 25 marca 2014


jak jest? tak jest!

muszę chyba zastosować medytację
musi mnie ogarnąć zen i wszystkie inne eny
chcę być super babką świetną we wszystkim
pracowitą najbardziej na świecie
ale chyba trochę mi nie wychodzi





piątek, 21 marca 2014


powtarzająca się reakcja na świat


kurczę
tak sobie myślę że daję się omamić melodiom i skojarzeniom
na początku Beksa Rojka była dla mnie najzupełniej w świecie grafomańska
ale nie wiem czy ku własnemu przerażeniu czy radości
znalazłam tak przemawiające do mnie fragmenty
że słowa jakoś dźwięczą mi w czaszce
dobrze, że akurat te zdania a nie moje własne

czasami wydaje mi się
że zamiast mózgu mam jakąś zamarzniętą glinę
skamielinę czarnych myśli co wrasta w kości
ciąży mi to wszystko
jestem jakąś niezgrabną słonicą w składzie porcelany

(wciąż słyszę
i zasłaniam się
zawinięty w środek z cieniem wokół powiek
strach rozpycha zaciśnięte dłonie)

przy tuzinach oczu dłoni i stóp
gdy nie chcę płakać
mazgaić się i być beksą
pokazywać jak jestem słaba i krucha
wbijam paznokcie w skórę
aż do granic rozsądku i bólu
lub
z użyciem przyrządów naukowych
to taka metoda na karę po studencku
na wszystkich szerokościach i długościach dłoni
wbijam ostrze długopisu

serdecznie polecam
niedoszłym a tchórzliwym
ludziom o nieśmiałych skłonnościach
o zabarwieniu destrukcyjnym

(to nie są wiersze, po prostu tak jest mi łatwiej zapisywać myśli - byle szybko, byle nie uciekły)

środa, 19 marca 2014


wykopałam jakieś stare kotlety, wiecznie odgrzewane na nowo
w sumie to właśnie nie odgrzewane - bardziej pogrzebane żywcem

przez kilka dni było źle/tragicznie/okropnie/płaczliwie
jeśli ktoś jest w podobnym nastroju jak ja przez ostatnie dni
polecam - jakże fantastyczny - zespół Electric Guest
i antydepresyjne ciastka z krakowskiej "Chimery"
najlepiej gdy są podarowane przez kochanego człowieka
to gwarantuje szybsze i skuteczne działanie

teraz jest dobrze
a przynajmniej staram się żeby właśnie tak było
myślę o tym co miłego mogę znaleźć w każdym dniu
nawet dzisiaj - tuż przed katalońskim
to już jest magia ciastek i mój prywatny mały cud
że nie położyłam się w kącie i nie chciałam umrzeć
a przetrwałam

myślę o tym 
że lubię grać w badmintona
 rakietka jest przedłużeniem dłoni
i muszę nią odpowiednio balansować
rośnie jak korzenie wprost z palców
że za oknem świeci słońce
chmury puchatym brzuchem głaszczą niebo
że za chwilę koniec zajęć i spacer
że na chodniku przy Królewskiej
jest gruby czarno-biały kocur
że przez Planty toczy się wiosna
wyciska z gałązek małe zielone pączki
jaskrawą zielenią przyjemnie rażą oczy









 akademia strachów i koszmarów


wtorek, 11 marca 2014

ależ dzisiaj był piękny dzień
odnalazłam przyjemność i spokój
w życiu pełnym harmonii
na chwilę uporządkowanym

wiosnawiosnawiosna


słodka piosenka na słodkie dni

poniedziałek, 10 marca 2014

dzień mężczyzny
no i co to za sprawiedliwość, 
że mężczyźni swoje święto obchodzą
dwa razy w roku, a kobiety
tylko raz? 

drogie feministki
macie jeszcze dużo elementów
do poprawienia

z poważaniem
kobieta


sobota, 8 marca 2014

Boję się śród, przerażają mnie czwartki, a piątki - dziwią.

W piątkowy poranek stwierdziłam, że, jeżeli tylko przeżyję zajęcia z j. katalońskiego i nie skompromituję się na nich bardziej niż dotychczas, idę do muzeum. Do Mocaka, Narodowego czy gdziekolwiek indziej, po prostu chcę wyjść gdzieś sama i zamknąć swoją percepcję do małych pokojów, gdzie w zupełnej intymności mogę pooddychać zakurzonym powietrzem.  I tak też się stało. Dzień minął bez większych nieprzyjemności, a więc pozostało mi nacieszenie się pierwszym, łagodnie leniwym, popołudniem. 

Moje nogi zaniosły mnie na Plac Szczepański, gdzie znajduje się filia Muzeum Narodowego - od dłuższego czasu chciałam tam wejść ze względu na "Szufladę Szymborskiej", ale rezygnacja, lenistwo i wszystkojedność zawsze zwyciężały. I w końcu poczułam tę nutkę ekscytacji, która towarzyszy mi przy poznawaniu jakiś nowych, niezwykłych miejsc, a do której tak bardzo było mi tęskno. Potrzebowałam znaleźć jakieś swoje nowe miejsce, takie do przygarnięcia we wnętrzu głowy, które będę sobie wyobrażać gdy będę chciała się uspokoić i przestać, z jakiegoś powodu, denerwować. Oczywiście, będąc już w środku, zaczęłam smętnie pochlipywać ze wzruszenia - p. Szymborska tak niezwykle mnie fascynuje i napawa jakimś rodzajem rozczulenia, nawet nie potrafię powiedzieć dlaczego.

Na drugim piętrze znajduje się wystawa Zawsze Młoda! Polska sztuka około 1900, zawierająca obrazy, rzeźby, rysunki polskich artystów modernizmu. Co było zupełnie niesamowite, na samym początku spotkałam tylko kilka osób, a w dalszych częściach znalazłam się zupełnie sam na sam z obrazami pochodzącymi z epoki, która zawsze wydawała mi się zaskakująca i cudowna w swojej różnorodności - od patosu do szczytów ironii i, co tu kryć, chamstwa. Ale tego ostatniego nie widać w tamtejszych wytworach sztuk plastycznych, o dzięki Bogu, a przetrwały głównie w postaci pisanej oraz ukryły się pod płaszczykiem miejskich legend. Powracając do samego tematu oglądania - po raz kolejny nie mogłam opanować łez (żenująca sprawa) i oglądałam je bardzo powoli, dokładnie, by nie przegapić żadnego szczegółu. Wyszukiwanie takich małych, błahych elementów jest niezwykle kojące, człowiek ma zabawne poczucie, że czegoś dokonał, pośrednio dotarł do jednej z naczelnych idei, poznał coś, co ukryte dla nieuważnego. Choć Platon wręcz pomiatał sztukami plastycznymi i wszelką artystyczną maścią, ja poczułam się wewnętrznie ulepszona. Jakoś pozlepiana w środku tymi nićmi ciszy, samotności w nowym, ale kojącym i bezpiecznym miejscu. Duchowe katharsis chyba jest możliwe.

wtorek, 4 marca 2014


wesołe dzionki i wesołe zdjęcia
taki żarcik, prawie wiosenny






I już nawet samej siebie nie poznaję pod szorstkością ciała ukrytej. 

Bolą mnie myśli, mam już dość samej siebie, chciałabym uciec ze swojej głowy, wyemigrować. Jestem już tym zmęczona, sobą zmęczona. Chciałabym poderwać się ponad ciało, ponad moje słabości, ponad cielesność i porzucić to wszystko. Chociaż na dzień wyjść ze swojej skóry i krążyć w niebycie oczyszczenia. Co robić?