wykopałam jakieś stare kotlety, wiecznie odgrzewane na nowo
w sumie to właśnie nie odgrzewane - bardziej pogrzebane żywcem
przez kilka dni było źle/tragicznie/okropnie/płaczliwie
jeśli ktoś jest w podobnym nastroju jak ja przez ostatnie dni
polecam - jakże fantastyczny - zespół Electric Guest
i antydepresyjne ciastka z krakowskiej "Chimery"
najlepiej gdy są podarowane przez kochanego człowieka
to gwarantuje szybsze i skuteczne działanie
teraz jest dobrze
a przynajmniej staram się żeby właśnie tak było
myślę o tym co miłego mogę znaleźć w każdym dniu
nawet dzisiaj - tuż przed katalońskim
to już jest magia ciastek i mój prywatny mały cud
że nie położyłam się w kącie i nie chciałam umrzeć
a przetrwałam
myślę o tym
że lubię grać w badmintona
rakietka jest przedłużeniem dłoni
i muszę nią odpowiednio balansować
rośnie jak korzenie wprost z palców
że za oknem świeci słońce
chmury puchatym brzuchem głaszczą niebo
że za chwilę koniec zajęć i spacer
że na chodniku przy Królewskiej
jest gruby czarno-biały kocur
że przez Planty toczy się wiosna
wyciska z gałązek małe zielone pączki
jaskrawą zielenią przyjemnie rażą oczy
akademia strachów i koszmarów
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz