środa, 29 maja 2013



Zmiany, ciągłe zmiany i nowe niepokoje. Ale przetrwam, nie mam innego wyboru.
Zostałam przyjęta do pracy w restauracji jako hostessa, wczoraj miałam dzień próbny i muszę przyznać, że było tak, jak się spodziewałam. Ciężko. Przyszłam na 18, nie było ani managera, ani hostessy, zostałam wysłana na swoje "stanowisko" bez żadnej wiedzy co mam robić i w jaki sposób. Dodatkowo, myślałam, że skonam gdy widziałam jak "wyższe rangą kelnerki" w ogóle nie pomagały nowemu chłopakowi, tylko go dobijały, utrudniały pracę, denerwowały i na moich oczach stracił pracę. To wywołało we mnie ogromne przerażenie. Ja naprawdę rozumiem święte prawa pracy w gastronomii, że jest stres, że wszystko trzeba robić w biegu, że trzeba szybko załapać, że na swoją pozycję trzeba sobie zasłużyć i na samym początku ludzie będą podkładać ci same kłody pod nogi i wyśmiewać ze wszystkiego co robisz, ale to jest przesada. Na całe szczęście o 19 przyszła hostessa, bardzo sympatyczna dziewczyna, wszystko mi wytłumaczyła na spokojnie, bez wyśmiewania się, patrzenia z wyższością i pomimo kilku strasznych wpadek (jestem sierotą i nieogarem) dostałam tę pracę. I, co najlepsze, pod koniec dnia kilka osób zwracało się do mnie w całkiem normalny sposób, więc mam nadzieję, że nie zepsuję tego. Tak naprawdę nie mam się co martwić, bo praca nie jest kwestią być albo nie być, a jedynie próbą odciążenia moich rodziców, więc jeśli będzie koszmarnie mogę zrezygnować, nie palę za sobą wszystkich mostów. W sobotę idę na cały dzień, mam nadzieję, że dam sobie radę. Trzymajcie moooocno kciuki!






poniedziałek, 27 maja 2013


dzisiaj spojrzałam śmierci prosto w twarz
przez rozpacz w brązowym spojrzeniu
a jarzębinowe od łez powieki
oddzieliły mnie od łagodności duszy
porwanego na strzępki serca
to nie płacz jak pętla ścisnął gardło
nie drżące dłonie nie okrzyk bólu
to oddech śmierci na sprężystym karku

i rozwiązuję kurtynę powiek
opuszczam spojrzenie zaciskam pięści
byś nie usłyszała jak z każdą łzą
pękają nasze frazesy nadziei

ukojenia w majową noc nie przyniesie
nawet idealnie wyrzeźbiona dłoń
co jednym dotykiem chce ukoić smutek
wykorzenić kiełkującą wciąż niepewność
w napiętej ciszy powoli falują i drżą
nieznośnie gorzkie znaki zapytania

czwartek, 23 maja 2013


sami sobą karmimy strach
co płynie w żyłach jak krew
w bezradnych dłoniach pulsuje cicho
podstępny cierpienia szept

z impetem fal uderza wprost
w głębiny chorej wyobraźni
wlewa się wciąż w duszy pudełko
by tam na zawsze się zatrzasnąć

a w oceanie tonę ja
dryfuję wśród odłamków fal
ja - rozbitek na wymyślonym morzu
którego nazwy nigdy nie poznasz



środa, 22 maja 2013



Przejaw mojego geniuszu - rozchorować się na 2 dni przed ostatnią matura. Owacje na stojąco dla mojego organizmu! 



wtorek, 21 maja 2013




Przez dwa dni wszystko się jakoś ułożyło. W poniedziałek - załamanie nerwowe, myślałam, że gdzieś posiałam książeczkę sanepidowską, a to znaczyłoby jedno, a mianowicie: nie znajdę pracy przez najbliższy miesiąc, aż do jej wyrobienia i wydania milionów monet. Ale, moja kochana mama, jako nadworny detektyw domu, odnalazła ją w ostatnim z możliwych kartonów. Dzięki temu mogłam zanieść cv do jednej z restauracji na Grodzkiej i we wtorek mam dzień próbny. Mam nadzieję, że nic nie zepsuje, co niestety mam w zwyczaju.
Poza tym, muszę dodać, że w znalezieniu pracy (piszę hipotetycznie, bo to przecież jeszcze nic pewnego) pomogła mi kochana dziewczyna mojego brata, Kinga, która podbija serce każdego, kogo spotyka. Złota dziewczyna!

Druga kwestia - NIE JESTEM JUŻ BEZDOMNA! W sumie, nigdy nie byłam, ale szukanie mieszkania w Krakowie strasznie mnie dobijało, bo ceny pokojów wysokie jak na Manhattanie, lokalizacja beznadziejna, ogrzewanie elektryczne i ogólnie kiszka. Na szczęście, po długich godzinach spędzonych na gumtree, tablicy itd. odnalazłam miłe, spokojne miejsce z naprawdę sympatycznymi ludźmi. Przyszłam oglądać mieszkanie razem z bratem, on oczywiście zaczął rzucać swoje teksty, hymny pochwalne pod moim adresem i zrobił ze mnie gigantycznego aniołka (szkoda, że na co dzień tak nie uważa :), więc było bardzo miło. Pokój jest malutki, ale bardzo przytulny, blisko centrum, a  pomimo tego cudowna cisza i spokój, widok z okna to prześliczny park, więc lepiej nie mogłam trafić. Problemem był mój wiek - poszukiwali osoby w zbliżonym wieku, a tutaj wkraczam ja, 19-latka z pryszczycą. Całkowicie rozumiałam ich obawy ze względu na to, że jestem taka "młoda", każdy, kto pracuje, chce mieć po powrocie do domu relaks i (w miarę możliwości) ciszę, a nie szalone imprezy dzieciaków, które po raz pierwszy mają prawdziwą okazję zachłysnąć się młodością. Jednak, dzień później, z mojego telefonu rozległa się świetna wiadomość - jeśli nadal jestem zainteresowana, od pierwszego czerwca mogę się przeprowadzać. Tak się cieszę!

Oczywiście, nie może być tak idealnie - muszę się uporać z rekrutacją i niczego nie popsuć (to by dopiero było, gdybym coś sknociła i przez to nie dostała się na studia, a tu wszystko załatwione, mieszkanie itp., no idealna wizja dla człowieka-katastrofy), a poza tym, wisi nade mną jeszcze jedna matura, z francuskiego. Muszę ją zdać co najmniej przyzwoicie, a sama wciąż się rozpraszam i zamiast się pilnie uczyć (np. teraz) przelewam swoje nudne życie na jeszcze gorszego bloga. :)
Trzymajcie kciuki!


Poza tym, zapraszam na bluesroads - świetny festiwal, genialna muzyka, oryginalne warsztaty, cudowni ludzie, a przede wszystkim - to wszystko za darmo! Jeśli nadal nie wierzycie, sprawdźcie listę wykonawców i warsztatów, coś na pewno was przekona! :)

poniedziałek, 13 maja 2013




Jeżeli ktoś poszukuje długiego, ale wciągającego filmu z niebanalnym wątkiem miłosnym, genialnymi zdjęciami i nieoczekiwanymi zwrotami akcji, polecam Lenę. Jak dla mnie - niesamowity, momentami przerażający, ale z pewnością nieszablonowy film, który pokazuje różne strony miłości, rodziny, problemów dojrzewania, a także toksyczne, międzyludzkie relacje. Więcej o nim tutaj.

Poza tym, napisałam maturę z wosu, która okazała się być osobistą porażką i hańbą, którą planuję jak najszybciej wymazać z pamięci. Jedynie wypracowanie chyba poszło mi dobrze, napisałam tak dużo, na ile starczyło mi stron, za to pytania zamknięte mnie dobiły. Najgorsze jest to, że pomyliły mi się rzeczy, których naprawdę się uczyłam, a które nawet teraz mogę wyrecytować na pamięć. A wtedy - jakaś chwilowa śmierć wszystkich szarych komórek, zastój mózgu czy nie wiem co. No trudno, trzeba to jakoś znieść z godnością, chociaż po tym wszystkim wnioskuję, że powinnam zostać alchemikiem - na egzaminie wynalazłam czystą, płynną głupotę.


niezmiennie





niedziela, 12 maja 2013

.




Kilka moich ukochanych cytatów (chociaż wiem, żeby ""Nie ufać myślicielom, których umysły wprawia w ruch dopiero cytat" :), które chciałam tu umieścić, bo jestem wstrętną bałaganiarą i pomimo, że wiele rzeczy sobie zapisuję, to potem gromadzi się jako sterta papierów, w których nic nie umiem znaleźć i o których następnie zapominam. Na pewno uznacie, że brzmią a'la Coelho, głupio i bezsensownie (to jest właśnie problem z cytatami, że czasami brzmią śmiesznie wyrwane z kontekstu), ale wydają mi się sensowne i  nieprzeintelektualizowane na siłę, więc dlatego je lubię. Kto wie, może za kilka lat stwierdzę, że są kompletnie bez sensu? :)


Bo coś w szaleństwie jest młodości
wśród lotu wichru, skrzydeł szumu
co jest mądrzejsze od młodości
i rozumniejsze od rozumu

L. Staff




Muszę zmajstrować sobie uśmiech, uzbroić się weń, schronić się pod jego opieką, mieć czym odgrodzić się od świata, zamaskować swoje rany, wreszcie wyćwiczyć się w noszeniu maski.

Wlec się spokojnie, jak ślimak i zostawiać ślad - ze skromnością i w gruncie rzeczy z obojętnością, z cichą rozkoszą, w bezimienności.

Człowiek chroni się w samotność, aby za nikogo nie odpowiadać, wystarczy mu on sam i wszechświat.

Puenta jest śmiercią myśli.

Marzę o języku, którego słowa, niczym pięści, gruchotałyby szczęki.

Umysł funkcjonuje tylko wtedy, gdy coś go krępuje.

Akt myśli jest wynikiem zahamowanych doznań.

Emil Cioran


piątek, 10 maja 2013



W pokoju zbitym odległością ze wszech stron
słyszę pustką strzelają pociągi w wiaduktach
Szeleszczą
dłońmi szorstkiego sukna
wiatry zamknięte w jałowych milczeniach.
Dalej wieczór zapadły jak na nasyp.
Każdym krokiem zmierzchu zostaję odleglej
słyszę; najniepotrzebniej
biegnie pies przez nadbrzeżny piasek.
Niedaleko ludzie wplątani w odmienność.
Sprzęty: każdy jak wroga obcość.
Słychać podwórza rozsypane w śmiech chłopców.
Niedaleko:
lato szybuje z kwiatów - bąkiem.
Codzienność która już nie chce ostrzegać i ostrzec
patrzę: dokoła ludzie chodzą - pająki -
- po niewidzialnych niciach swojej odwagi najprostszej.

K.K.Baczyński





czwartek, 9 maja 2013



Mógłby w końcu nadejść taki czas, gdy nie będę już niczego psuć. Nie wiem zupełnie co się dzieje, znów jestem zdezorientowana jak małe dziecko, nie wiem co mam zrobić, najchętniej zaszyłabym się pośrodku puszczy i żyła w izolacji od społeczeństwa, w którym najwyraźniej nie potrafię funkcjonować. 

Poza tym, wdrapałam się na szczyt głupoty i, co gorsza, nie miałam z tym żadnego problemu. Na rozszerzonym angielskim, jak wszyscy doskonale o tym wiemy, trzeba zaznaczyć temat, który wybraliśmy. Oczywistą rzeczą jest to, że musiałam coś zupełnie zepsuć, a w tym przypadku - nie postawiłam głupich dwóch kresek na numerze. Cały internet mnie pociesza, łącznie z ludźmi z CKE i OKE, że nie jest to jakiś wielki problem, sprawdzą mi pracę i mam się nie martwić. Naprawdę mam nadzieję, że właśnie tak będzie, chociaż za swoją nieuwagę i zupełny brak szarych komórek nie zdziwiłabym się, gdyby zdecydowali się udać, że moje wypracowanie, nad którym siedziałam do samego końca, nie istnieje. Czasami aż mi wstyd za siebie, niepotrzebnie wdycham tlen, który mógłby być lepiej spożytkowany.







środa, 8 maja 2013



Matko, matko, ale się denerwuję, niech już wrzucają te odpowiedzi, bo zaraz zejdę na zawał. Znowu się okazało, że jestem kompletnym ignorantem i kretynem z matematyki, miało być tak pięknie, a jak będzie... zobaczymy.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Mam ok. 70%! Nie jest najgorzej, najważniejsze, że matematyka zdana. Poza tym, uwielbiam wszystkich samozwańczych geniuszów, którzy wszędzie wypisują, że napisali maturę w 30min, że dziecinada, że ci, którzy napisali na mniej, to kretyni i inne miłe rzeczy, które rzeczywiście potrafią podnieść człowieka na duchu. Kompletny samozachwyt i zupełny brak chociaż resztek empatii. Ludzie, co z wami?!







piątek, 3 maja 2013


wszyscy każą mi wrócić na ziemię
na życie spojrzeć bez grama złudzeń
w codzienności brodzić
zanurzonym aż po czubek głowy
a co jeśli ja nie chcę
co jeśli niekończący się bieg
nie jest moim celem
ja po prostu chcę być
żyć w swoim małym świecie
na parapecie hodować zioła
rzeczywistość dawkować
krótkimi oddechami mroźnego powietrza



Znalezione w kurtce z lumpeksu, jaka miła niespodzianka, to chyba na szczęście przed maturą, tak jak bransoletka, którą dostałam od Kasi. Podobno muszę zdać, no to muszę i już.


Książka, na którą wystarczy, że popatrzę, a już robi mi się ciepło na sercu. To wszystko, co piszę, jest takie rzewne, no ale cóż, kiedy to sama prawda. Prezent od cudnej osoby. 

środa, 1 maja 2013



(tutaj powinien znajdować się wiersz o tym
że mam kilka dni do matury i nic nie robię
oprócz rozwijania znajomości photoshopa
co i tak nie prezentuje się najlepiej
to byłaby elegia lub tren
o mojej zmarnowanej maturze i życiu)