Przez dwa dni wszystko się jakoś ułożyło. W poniedziałek - załamanie nerwowe, myślałam, że gdzieś posiałam książeczkę sanepidowską, a to znaczyłoby jedno, a mianowicie: nie znajdę pracy przez najbliższy miesiąc, aż do jej wyrobienia i wydania milionów monet. Ale, moja kochana mama, jako nadworny detektyw domu, odnalazła ją w ostatnim z możliwych kartonów. Dzięki temu mogłam zanieść cv do jednej z restauracji na Grodzkiej i we wtorek mam dzień próbny. Mam nadzieję, że nic nie zepsuje, co niestety mam w zwyczaju.
Poza tym, muszę dodać, że w znalezieniu pracy (piszę hipotetycznie, bo to przecież jeszcze nic pewnego) pomogła mi kochana dziewczyna mojego brata, Kinga, która podbija serce każdego, kogo spotyka. Złota dziewczyna!
Druga kwestia - NIE JESTEM JUŻ BEZDOMNA! W sumie, nigdy nie byłam, ale szukanie mieszkania w Krakowie strasznie mnie dobijało, bo ceny pokojów wysokie jak na Manhattanie, lokalizacja beznadziejna, ogrzewanie elektryczne i ogólnie kiszka. Na szczęście, po długich godzinach spędzonych na gumtree, tablicy itd. odnalazłam miłe, spokojne miejsce z naprawdę sympatycznymi ludźmi. Przyszłam oglądać mieszkanie razem z bratem, on oczywiście zaczął rzucać swoje teksty, hymny pochwalne pod moim adresem i zrobił ze mnie gigantycznego aniołka (szkoda, że na co dzień tak nie uważa :), więc było bardzo miło. Pokój jest malutki, ale bardzo przytulny, blisko centrum, a pomimo tego cudowna cisza i spokój, widok z okna to prześliczny park, więc lepiej nie mogłam trafić. Problemem był mój wiek - poszukiwali osoby w zbliżonym wieku, a tutaj wkraczam ja, 19-latka z pryszczycą. Całkowicie rozumiałam ich obawy ze względu na to, że jestem taka "młoda", każdy, kto pracuje, chce mieć po powrocie do domu relaks i (w miarę możliwości) ciszę, a nie szalone imprezy dzieciaków, które po raz pierwszy mają prawdziwą okazję zachłysnąć się młodością. Jednak, dzień później, z mojego telefonu rozległa się świetna wiadomość - jeśli nadal jestem zainteresowana, od pierwszego czerwca mogę się przeprowadzać. Tak się cieszę!
Oczywiście, nie może być tak idealnie - muszę się uporać z rekrutacją i niczego nie popsuć (to by dopiero było, gdybym coś sknociła i przez to nie dostała się na studia, a tu wszystko załatwione, mieszkanie itp., no idealna wizja dla człowieka-katastrofy), a poza tym, wisi nade mną jeszcze jedna matura, z francuskiego. Muszę ją zdać co najmniej przyzwoicie, a sama wciąż się rozpraszam i zamiast się pilnie uczyć (np. teraz) przelewam swoje nudne życie na jeszcze gorszego bloga. :)
Trzymajcie kciuki!
Poza tym, zapraszam na bluesroads - świetny festiwal, genialna muzyka, oryginalne warsztaty, cudowni ludzie, a przede wszystkim - to wszystko za darmo! Jeśli nadal nie wierzycie, sprawdźcie listę wykonawców i warsztatów, coś na pewno was przekona! :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz