Zmiany, ciągłe zmiany i nowe niepokoje. Ale przetrwam, nie mam innego wyboru.
Zostałam przyjęta do pracy w restauracji jako hostessa, wczoraj miałam dzień próbny i muszę przyznać, że było tak, jak się spodziewałam. Ciężko. Przyszłam na 18, nie było ani managera, ani hostessy, zostałam wysłana na swoje "stanowisko" bez żadnej wiedzy co mam robić i w jaki sposób. Dodatkowo, myślałam, że skonam gdy widziałam jak "wyższe rangą kelnerki" w ogóle nie pomagały nowemu chłopakowi, tylko go dobijały, utrudniały pracę, denerwowały i na moich oczach stracił pracę. To wywołało we mnie ogromne przerażenie. Ja naprawdę rozumiem święte prawa pracy w gastronomii, że jest stres, że wszystko trzeba robić w biegu, że trzeba szybko załapać, że na swoją pozycję trzeba sobie zasłużyć i na samym początku ludzie będą podkładać ci same kłody pod nogi i wyśmiewać ze wszystkiego co robisz, ale to jest przesada. Na całe szczęście o 19 przyszła hostessa, bardzo sympatyczna dziewczyna, wszystko mi wytłumaczyła na spokojnie, bez wyśmiewania się, patrzenia z wyższością i pomimo kilku strasznych wpadek (jestem sierotą i nieogarem) dostałam tę pracę. I, co najlepsze, pod koniec dnia kilka osób zwracało się do mnie w całkiem normalny sposób, więc mam nadzieję, że nie zepsuję tego. Tak naprawdę nie mam się co martwić, bo praca nie jest kwestią być albo nie być, a jedynie próbą odciążenia moich rodziców, więc jeśli będzie koszmarnie mogę zrezygnować, nie palę za sobą wszystkich mostów. W sobotę idę na cały dzień, mam nadzieję, że dam sobie radę. Trzymajcie moooocno kciuki!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz