piątek, 27 września 2013


Krwawica dnia poprzedniego - filmik promujący festiwal Jazz Juniors.
Mój kręgosłup już skonał, w zasadzie prawdopodobnie nie mam już kręgosłupa (ale mam nadzieję, że moralny jeszcze został, choć pewnie marne ostatki), oczy wypalił ekran monitora, a głowa pękła na drobne kawałki. Ale ile radości, ile satysfakcji! 

Dziś wieczorem jedziemy na festiwal do wielkopolski, co za piękne zakończenie wakacji - po raz pierwszy od dłuższego czasu jestem tak podekscytowana, że mam ochotę skakać po ścianach i suficie!

środa, 25 września 2013


Wraz z październikiem biegnie do mnie jesienna depresja. I nie skłamię, jeśli powiem, że biegnie jak jakiś rasowy koń wyścigowy, z niebywałą prędkością.

wtorek, 17 września 2013

układam cię do snu
kołyszę najłagodniej
szelestem czarnych liter
na pogniecionym papierze
mokrym od moich łez
łagodnych smutkiem

przymykam powieki
dłońmi bez zmysłu dotyku
nasączonych miłością
omdlałych od brzemienia uczuć
a stukot w chorej głowie
odmierza czas rozłąki

ty wciąż wpadasz wsiąkasz
rozlewasz się miedzy wierszami
niepokornie uciekasz przed klatką słowa
cierpliwie przypominasz niecierpliwej
nie zamkniesz uczuć w krzyżówce liter

(choć to tak grzeszne i zachłanne
chciałabym mieć cię na własność)

sobota, 14 września 2013


Troszkę, ale tylko po cichu i w samotności, za tym tęsknię. Nie doceniamy życia, oj nie.












piątek, 13 września 2013


Urywki z życia:

" [..] Jesteś potrzebna z wielu mniej i bardziej prozaicznych powodów, zaczynając od podstawowych ludzkich uczuć, poprzez twoje patrzenie na świat, które odróżnia cię od większości ludzi, a na potrzebie bliskości i dzielenia się emocjami na pewnym głębszym poziomie z bliską osobą kończąc (i wiele innych). Prawdopodobnie jesteśmy w niektórych kwestiach na różnych poziomach (choć na pewno nie na poziomach lepszy-gorszy), ale to niczemu nie stoi na przeszkodzie. Nie ma dwóch takich samych ludzi i nigdy żaden człowiek nie zrozumie do końca drugiego, w pewnym sensie człowiek przez całe życie samotny. Dlatego tak ważna jest próba zrozumienia, empatii i wspieranie się niezależnie od tego, że ludzie są różni - ich samotność to to, co jest dla nich wspólne. [...] Całuję."

Ale wpadłam. Jak śliwka w kompot. Z wielkim pluskiem.

środa, 11 września 2013



Jestem sobie, wiszę w niebycie i macham nóżkami. W zasadzie, dobrze by było żyć, jeśli w ogóle da się żyć, w niebycie - możesz wtedy do woli zatapiać się w swojej głowie, w swoich myślach, bez obawy, że ktoś uzna cię za wariata. 

Chyba naprawdę jestem artystką, zgodnie z tym, co mówi moja mama. I nie mam tutaj na myśli bycia genialnym w danej dziedzinie, wybijania się ponad przeciętność, ubarwiania sobą szarej egzystencji - bardziej odpowiednie jest porównywanie mnie z Nimi poprzez moją nieporadność życiową, przerażenie prostymi czynnościami, strachem przed spojrzeniami, spotkaniami. Wolę się zamykać w swojej głowie, zawijać w kokon wyobraźni i ogrzewać ciepłem spokoju i wolności, choć tylko pozornej. 

Wczoraj, chcąc załatwić pewną sprawę, zawitałam na swój przyszły wydział, jednak, zanim dotarłam do celu podróży, doznałam: zawału serca, migotania komór, schizofrenii, depresji, manii prześladowczej, tików nerwowych, drżenia powieki, ślinotoku i martwicy kończyn. Nie potrafiłam dotrzeć na miejsce, poczułam się tak zagubiona i głupia wśród tych wszystkich ludzi, że dostałam jakiegoś ataku przerażenia, stanu lękowego, wszystko to stało się dosłownie w jednej sekundzie. Z tego całego przerażenia byłam mokra jak mysz  i stałam tak, nie wiedząc co mam zrobić, z drżącymi dłońmi i pustką w głowie (skłamałam, po moim umyśle niezmiennie krążyło tylko jedno zdanie - musisz stąd uciekać, jak najszybciej!). Jakimś cudem przyszedł pan szatniarz/ochroniarz i powiedział mi, gdzie mam się udać  by dojść do sekretariatu mojego wydziału. 

Tam też spotkałam byłą dziewczynę M., która jest dla mnie miła, ale tylko na tyle, na ile wymagają od niej zasady savour-vivre'u (znałam ich jeszcze jako parę, ale teraz nasze kontakty znacznie się ochłodziły, tj. nawet latem można rzucać między nami soplami lodu i śnieżkami). Może się to wydać oczywiste, ale chcąc uprzedzić wnioski, jakie możecie wyciągnąć z poprzedniego zdania, nie miałam nic wspólnego z rozpadem ich związku, mieszkałam zupełnie gdzie indziej, dopiero, gdy się przeprowadziłam do Krakowa, tj. pod koniec maja (czyli pół roku po tym, jak już nie byli razem) zaczęłam się spotykać z M. Tyle z wyjaśnień, po prostu nie chciałam, żeby ktokolwiek miał błędny obraz tej sytuacji, bo sama nie cierpię dziewczyn, przez które rozpadają się związki, wpychających się między dwójkę szczęśliwych ludzi.

I rysuję, z lepszym lub gorszym rezultatem, ale zawsze rysuję. 










niedziela, 8 września 2013



Jak wygląda szaleństwo? Jakie ma kształty, kolory, jakie jest w dotyku - chropowate czy wręcz przeciwnie, puchate i miękkie? 

Wpadam w otchłań szaleństwa, w jej, niepoznane wciąż, zakątki, które niezauważenie wciągają mnie coraz głębiej. Jakieś obce myśli wpływają wprost do mojej bezradnej głowy, panoszą się, rządzą, wiją gniazdo i bezczelnie pochłaniają każde rozsądne zdanie, które dopiero zaczyna się wykluwać. Jak opanować strach, lęk przed odrzuceniem, poczucie bycia gorszym, zdezorientowanie i przerażenie nową sytuacją? 

Jak nie dać swoim demonom, czarnym aniołom chorowitej duszy, zamienić swojego ciała i umysłu w wielki śmietnik minionych przeżyć, niespełnionych ambicji i marzeń?

Jak opętana czekam na wiadomość, która nie nadchodzi. Choć to chore paranoiczne i chore, nie mogę przestać myśleć o wiadomości, której nie dostałam i która zapewne nigdy nie powstała.




piątek, 6 września 2013

Mama od dziecka nie przestawała mi powtarzać jednego - przez życie należy iść pewnym krokiem, wyprostowanym i z podniesioną głową. Niestety, w tych trzech kwestiach sprawiłam rodzicielce ogromny zawód - każda wędrówka ograniczała się do marszu ze wzrokiem wbitym w ziemię, z zesztywniałym od uniżenia karkiem. A każde spojrzenie piekło niemiłosiernie moje zatrute winą sumienie i odciskało piętno - ja - szaleniec i dziwak.


Praga


Garść naszych wspomnień z Pragi.
















Powiedział do mnie "szkrabie".
I wtedy nagle atak myśli które wypływały wprost z podświadomości uderzył w błonę mojej całej głowy, wszystkich zmysłów nad którymi nie umiem panować. Tym właśnie byłam, małym dzieckiem ukrytym w ciele dorastającej kobiety. I choć mogłam próbować sobie zaprzeczyć, odrzucić tę niewygodną myśl, ze spokojem przyjęłam to, co już w sumie odkryłam dawno temu - zawsze byłam wewnętrznym dzieckiem, które nigdy nie dorośnie. Nie chodzi o obrażanie się, marudzenie przy stole i zmuszanie innych do robienia tego, czego aktualnie chce, mam na myśli naiwność, wrażliwość małego dziecka i utopijne spojrzenie na wszystko to, co mnie otacza. Oprócz tego obrazu, uświadomiłam sobie jeszcze inną rzecz, która wstrząsnęła mną jak wicher wprawia w drżenie drzewo bez konarów - jestem bezbronnym ptakiem, dzikim zwierzęciem, którego nikt nie potrafi i nigdy nie nauczy się ujarzmiać. Nie jestem w stanie bronić swojej nadwrażliwej duszy przed atakami rzeczywistości i nigdy nie będę w stanie pokazać drugiej osobie tego, co kryje się w najgłębszych szczelinach moich myśli. I w tym momencie poczułam się bezpiecznie - moim schronieniem, domem, spokojną przystanią okazało się wnętrze mojej głowy, której jestem jedynym lokatorem, bez możliwości wpuszczania kogokolwiek, nawet na krótkie wizyty. To granica, która chroni mnie przed bodźcami chemicznego, plastikowego świata, którą przekraczam za każdym razem, gdy podświadomie czuję się zagrożona. Uciekam jak małą dziewczynka w ciepłe ramiona mamy, jej niewyprasowaną spódnicę, która jeszcze pachnie jej perfumami. To mnie uspokaja, nadaje odpowiedni rytm, kołysze do snu dzielącego świat na dwie przestrzenie: rzeczywistość i marę, w której coraz bardziej się zagłębiam, tonę. Po raz pierwszy pozwalam podświadomości przemówić nie szeptem, a głośnym, wręcz teatralnym głosem.
Jedyne pytanie, które krąży po mojej głowie to krótkie zdanie otoczone wianuszkiem znaków zapytania: czy ja w ogóle jestem zdolna do miłości? Ale gdy patrzę w te wierne, niebieskie oczy, gdy widzę, jak każde moje spojrzenie nie jest dla nich obojętne  - chyba odnajduję odpowiedź.