układam cię do snu
kołyszę najłagodniej
szelestem czarnych liter
na pogniecionym papierze
mokrym od moich łez
łagodnych smutkiem
przymykam powieki
dłońmi bez zmysłu dotyku
nasączonych miłością
omdlałych od brzemienia uczuć
a stukot w chorej głowie
odmierza czas rozłąki
ty wciąż wpadasz wsiąkasz
rozlewasz się miedzy wierszami
niepokornie uciekasz przed klatką słowa
cierpliwie przypominasz niecierpliwej
nie zamkniesz uczuć w krzyżówce liter
(choć to tak grzeszne i zachłanne
chciałabym mieć cię na własność)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz