Potrzebowałam znaleźć osobę, która uświadomi, że tak naprawdę jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. Że powinnam być szczęśliwa, bo mam ku temu prawdziwe powody. Więc jestem.
Od dzisiaj jestem szczęśliwą studentką filologii francuskiej na UJ. M. dostał umowę o pracę w kancelarii, jak na razie na miesiąc, ale mówią, że to jedynie formalność by stała się bezterminowa, niemożliwie się cieszę i jestem z niego bardzo dumna. To, co zaobserwowałam dzisiaj, stojąc w kolejce do sekretariatu, to jakieś niemożliwe stłoczenie prześlicznych dziewczyn na metr kwadratowy, które wybierają się studiować filologie romańskie. Zupełny fenomen, dawno nie spotkałam się z czymś tak dziwnym, każda z nich była ładniejsza od drugiej, miałam okazję jedynie chwilę porozmawiać o rzeczach zupełnie przyziemnych, czyt. studia/gdzie/co/, ale z tego, co od nich usłyszałam, wydały się bardzo sympatyczne i miłe. Jedyna rzecz, której się boję to to, że po niedługim czasie zaczną się typowo "babskie" wojny, podziały i nieprzyjemna atmosfera, co jest charakterystyczne dla kierunków, na których studiują głównie dziewczyny (to nie jest sprawdzona informacja, może jednak to nie jest prawda?). W każdym razie, muszę wziąć się w garść i dać z siebie całą paletę możliwości. Jak na razie, szalona Magda zakupiła 4 książki do francuskiego za łączną wartość 100zł (w Głównej Księgarni Naukowej są przecenione książki do nauki języków, polecam!) - jak to ja, zaczynam od inwestycji, bo może to przełoży się na motywację. A przynajmniej taką mam nadzieję.
Wracając do domu, wpadłam na pomysł zrobienia sobie w moim małym pokoiku ściany marzeń do spełnienia i wymyśliłam pierwsze zadanie na liście - "Przeczytać Mikołajka w oryginalnej wersji, wprost spod pióra Rene Goscinny'ego.", o tym marzę, a co!
Dzisiejsze zapiski sponsoruje słowo "szczęście".
W sierpniu bieszczadzka wolność ?




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz