w moim małym czarnym notesie
wśród kleksów skreśleń i uniesień
makiem zasiana jest czarna cisza
co wciąż jaśnieje nienawiścią
do nieumiarkowania pychy i lenistwa
ludzkich żądz i wygodnictwa
cnotek dewotek poklepywań
do zamiatania spraw pod dywan
psów ogrodnika i stręczycielek
dla których człowiek to polne ziele
które chcą wyrwać wraz z korzeniami
budując sukces tłustymi barkami
do tych największych wśród patriotów
w gębie mocarzy w działaniu idiotów
chamów przebranych w lisie skórki
cwaniaków ostrzących wciąż pazurki
na nową zdobycz i kęs przyjemności
co okupują resztkami godności
a już na końcu w całym tym sosie
rzeczy i nazwisk które mam w nosie
wymienić należy mą nieporadność
niemoc naiwność i zbytzwyczajność
mą marzycielskość i lekkość serca
lęk odrzucenia co mózg wykręca
i to wierszydło co każe wątpić
czy więcej talentu Bóg mógł mi poskąpić.
piątek, 31 października 2014
niedziela, 26 października 2014
piątek, 24 października 2014
środa, 22 października 2014
to tak cholernie frustrujące gdy cały czas musisz obchodzić się smakiem
mam smak na życie, na nowe kształty, kolory, dźwięki, tekstury, słowa, a nawet do cholery i twarze
a tu tylko bieganie bez celu, wyścig szczurów z pietruszką jako najwyższą nagrodą
przepraszam, w moim działaniu jest cel, muszę wywiązywać się z tego, w co się wpakowałam
bo źle rozumiany honor i kompletny brak życiowej odwagi grubym sznurem przywiązały mnie do tego wszystkiego, a ja nie umiem się wyplątać
czuję się tak cholernie, boleśnie bezradna
jakby ktoś odebrał mi mnie samą
odciął ręce, nogi i głowę
zostawił tylko rozsądek i to w jego najgłupszym wydaniu
to tak jakbym miała w plecach wielki klucz wprawiający do działania
szkoda tylko, że bezmyślnego i mechanicznego
mam smak na życie, na nowe kształty, kolory, dźwięki, tekstury, słowa, a nawet do cholery i twarze
a tu tylko bieganie bez celu, wyścig szczurów z pietruszką jako najwyższą nagrodą
przepraszam, w moim działaniu jest cel, muszę wywiązywać się z tego, w co się wpakowałam
bo źle rozumiany honor i kompletny brak życiowej odwagi grubym sznurem przywiązały mnie do tego wszystkiego, a ja nie umiem się wyplątać
czuję się tak cholernie, boleśnie bezradna
jakby ktoś odebrał mi mnie samą
odciął ręce, nogi i głowę
zostawił tylko rozsądek i to w jego najgłupszym wydaniu
to tak jakbym miała w plecach wielki klucz wprawiający do działania
szkoda tylko, że bezmyślnego i mechanicznego
wtorek, 21 października 2014
piątek, 17 października 2014
trochę o mnie, a trochę nie
mam dwie pięty
za obie trzymała mnie matka
zanurzając w toni styksu
tak rwącej i mętnej
dłonie mam dwie
na wskroś i najzupełniej lewe
bezradne z czterech perspektyw
tam zamiast łusek - pióra
czyszczę uszy sny i twarz
strumień wody strumieniem świadomości
w łazience znów woda po kostki
coraz bardziej bezczelnie słona
---------------------------------------
ogrodnikiem swym jestem od lat
ogrodnikiem z lewymi rękami
nikomu oddana samej siebie ofiara
w kącie cicho schnę z niemiłości
za obie trzymała mnie matka
zanurzając w toni styksu
tak rwącej i mętnej
dłonie mam dwie
na wskroś i najzupełniej lewe
bezradne z czterech perspektyw
tam zamiast łusek - pióra
czyszczę uszy sny i twarz
strumień wody strumieniem świadomości
w łazience znów woda po kostki
coraz bardziej bezczelnie słona
---------------------------------------
ogrodnikiem swym jestem od lat
ogrodnikiem z lewymi rękami
nikomu oddana samej siebie ofiara
w kącie cicho schnę z niemiłości
sobota, 11 października 2014
piątek, 10 października 2014
dzisiaj po raz któryś otrzymałam dowód na to, że zajęcia na uj mogą być ciekawe, wystarczy charyzmatyczny prowadzący i niesztampowe założenia/ryzykowne tezy.
czego się dowiedziałam:
- literatura nie jest dla filologów, jest dla normalnych ludzi (którzy nie będą na siłę szukać interpretacji, genezy, wyciskać z tekstu odwołań do niezliczonej ilości filozofii itp.).
- ALE nie można zapominać o kontekście tworzenia utworu, który we właściwy sobie sposób wpływa na efekt finalny. nie możemy być niewolnikami dat historycznych, wyjazdów poetów za granicę i złamanych serc, należy wejść w ciało ówczesnego człowieka, zapoznać się z ówczesnymi wydarzeniami historycznymi, politycznymi, zgłębić zwyczaje, przesądy, mentalność charakterystyczną dla ludzi tamtego okresu.
- żadnego autora nie należy traktować na klęczkach - to my i tylko my, za pomocą własnego rozumu mamy dochodzić do własnych wniosków.
- nie uwznioślajmy literatury na siłę, przecież nie w każdym zdaniu autor chce nam przekazać sens ukryty.
- nie ma interpretacji prawdziwych i fałszywych, są tylko mniej lub bardziej ciekawe. wszystkie interpretacje są falsyfikowalne, interpretacje kanoniczne nie istnieją.
- w związku z powyższym, zwrócono nam uwagę na ciekawą sprawę: "Latarnik" opowiada historię mężczyzny, który, będąc na emigracji, otrzymuje przesyłkę, w której znajdują się utwory naszych "wieszczów". zagłębiając treść "Pana Tadeusza" zapomina zapalić latarnię (co należało do jego obowiązków) i przez to dochodzi do tragedii - przez jego nieuwagę rozbija się statek. a my, o jakże to zabawne, robimy z niego bohatera narodowego tylko dlatego, że czytał epopeję narodową. w innych okolicznościach uznalibyśmy to za występek godny kary, przecież to narażenie czyjegoś życia, niedopełnienie obowiązków. co więcej, we wspomnianym już "Panu Tadeuszu" kilka osób zabijanych jest pro publico bono, ale to nikomu nie przeszkadza, bo przecież dzięki generalnemu wydźwiękowi rozrasta się nasza narodowa duma, w końcu czujemy, że jesteśmy cudownym krajem i nikt nie powinien nam psuć tej szampańskiej atmosfery. nie chodzi mi tutaj o deprecjonowanie "arcydzieł polskiej literatury", a jedynie o zwrócenie uwagi na to, że nie zawsze musimy brać utwór za literacki skarb, możemy stwierdzić (po gombrowiczowsku): "jak zachwyca, skoro nie zachwyca".
wtorek, 7 października 2014
tak było (elegansio, w rzeczy samej) :
jeżeli ktoś byłby zainteresowany tym, co uważam na temat uczenia się, jego warunków, najbardziej efektywnych godzin na naukę itepe - odradzam i z ręką na sercu nie polecam samej siebie.
za to jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć jak nie zorganizować sobie dogodnego miejsca pracy, siedzieć w złym świetle (psując sobie oczy, wiem mamo), narobić tak ogromnego bałaganu by ilość rzeczy wokół szanownego pupska uniemożliwiała jego, choć najdelikatniejsze, przesunięcie - serdecznie polecam moje życie jako wspaniały film instruktażowy.
jako gratis zajęcia z:
- przypadkowego zaczepienia się słuchawkami o torbę nieznajomego chłopaka i w efekcie wylądowania gdzieś pod jego pachą
- otrzymywania kar z bibliotekach (wynik z dzisiaj - 6,30zł)
- głośnego i głupkowatego w formie przypominania sobie jak jest marchewka po katalońsku (la pastanaga)
no, to zabieram się do nauki.
niedziela, 5 października 2014
piątek, 3 października 2014
jeśli zobaczycie człowieka w odblaskowej czapce i z równie jaskrawym plecakiem - to będę ja.
dzisiaj udało mi się skorzystać z okazji i przyjść na spotkanie z Markiem Niedźwieckim zorganizowanym m.in. przez All in UJ. całość przebiegła w bardzo sympatycznej atmosferze, ale rozbawiła mnie jedna rzeczy - spotkanie prowadziło 3 "ważnych" studentów uj - przewodniczący samorządu, poważny pan od nagród przyznawanych przez studentów dziennikarstwa, oraz pan reprezentujący wydział dziennikarstwa i komunikacji (o ile nic nie pokręciłam). co najzabawniejsze, najgorzej wypadł właśnie chłopak z dziennikarstwa - oczywiście nie mówię o wyglądzie (był najbardziej wylaszczony z całego grona, ale to chyba charakterystyczne dla dużej części studentów prawa i rzeczonego dziennikarstwa). już na samym początku chciał wyjść na luzaka i supermegaświetnego prowadzącego, co niestety wywołało skutek zupełnie odwrotny do zamierzonego, a na sam koniec - stwierdził, że ostatnie pytanie nie będzie od publiczności, jak to zostało zapowiedziane na początku, ale od niego, bo "sobie zarezerwował". chcąc nie chcąc, trochę się skrzywiłam słysząc taką nieudaną próbę zaimponowania swoją osobą i pełnioną rolą. może to kwestia stresującej sytuacji, jednak niezależnie od przyczyn, coraz bardziej potwierdza się niepisana zasada, którą usłyszałam od swojej koleżanki z liceum "jak wiem, że się nie przygotowałam i nic nie umiem, to stwierdzam, że przynajmniej się ładnie ubiorę". pan chyba również zna tę metodę.
a druga rzecz jest taka, że na widowni, w pierwszym rzędzie, jako bardzo ważna osoba, która, prawdopodobnie napisze relację z całego wydarzenia dla WIELKIEGO, STAREGO I ZNAKOMITEGO UJ, siedziała kolejna osoba z mojego miasta, która w niezwykle pozytywnym sensie wybija się ponad szarą, studencką przeciętność. ze słyszenia wiem, że naprawdę świetnie sobie radzi i przeraża mnie to, że nie idę tropem gwiazd UJ-u pochodzących z pewnego miasta na Opolszczyźnie. limit bystrzaków został wyczerpany tuż przed moim przybyciem na Ziemię. :)
środa, 1 października 2014
to było bardziejsze ja niż ja sama.
otóż, co chyba nie będzie dla nikogo niespodzianką, pomyliłam się i jutro nie mam katalońskiego.
będąc największym głuptakiem na świecie tępo spoglądałam na przepisany plan i tylko myślałam o tym, jak wiele rzeczy mam do powtórzenia (no i oczywiście pracowałam umysłowo nad odmianami i innymi bajerami, nie żebym się obijała), lecz oto wydarzył się cud (ale tylko dla mnie i tylko na chwilę) - środa to naprawdę nie jest czwartek. i, o ironio, odkryłam to, powtarzając dni tygodnia, które opierają się na mniej-więcej podobnej konstrukcji co nazwy francuskie. jestem największym głuptakiem na świecie. ale za to bardzo zadowolonym. jutro tylko trzy godzinki i, adekwatnie, 3 dni na robienie swoich rzeczy, pięknie.
zastanawiam się nad pracą dorywczą, ale nic nie ustalę dopóki nie wyklaruje się końcowy harmonogram ( w którym, mam nadzieję, znajdą się opcje na które tak rozpaczliwie chcę się zapisać. system zapisu jest jak zawsze genialny - jego oficjalna nazwa powinna brzmieć "ten się zapisze, kto ma szybsze łącze. HA!").
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)



















