dzisiaj po raz któryś otrzymałam dowód na to, że zajęcia na uj mogą być ciekawe, wystarczy charyzmatyczny prowadzący i niesztampowe założenia/ryzykowne tezy.
czego się dowiedziałam:
- literatura nie jest dla filologów, jest dla normalnych ludzi (którzy nie będą na siłę szukać interpretacji, genezy, wyciskać z tekstu odwołań do niezliczonej ilości filozofii itp.).
- ALE nie można zapominać o kontekście tworzenia utworu, który we właściwy sobie sposób wpływa na efekt finalny. nie możemy być niewolnikami dat historycznych, wyjazdów poetów za granicę i złamanych serc, należy wejść w ciało ówczesnego człowieka, zapoznać się z ówczesnymi wydarzeniami historycznymi, politycznymi, zgłębić zwyczaje, przesądy, mentalność charakterystyczną dla ludzi tamtego okresu.
- żadnego autora nie należy traktować na klęczkach - to my i tylko my, za pomocą własnego rozumu mamy dochodzić do własnych wniosków.
- nie uwznioślajmy literatury na siłę, przecież nie w każdym zdaniu autor chce nam przekazać sens ukryty.
- nie ma interpretacji prawdziwych i fałszywych, są tylko mniej lub bardziej ciekawe. wszystkie interpretacje są falsyfikowalne, interpretacje kanoniczne nie istnieją.
- w związku z powyższym, zwrócono nam uwagę na ciekawą sprawę: "Latarnik" opowiada historię mężczyzny, który, będąc na emigracji, otrzymuje przesyłkę, w której znajdują się utwory naszych "wieszczów". zagłębiając treść "Pana Tadeusza" zapomina zapalić latarnię (co należało do jego obowiązków) i przez to dochodzi do tragedii - przez jego nieuwagę rozbija się statek. a my, o jakże to zabawne, robimy z niego bohatera narodowego tylko dlatego, że czytał epopeję narodową. w innych okolicznościach uznalibyśmy to za występek godny kary, przecież to narażenie czyjegoś życia, niedopełnienie obowiązków. co więcej, we wspomnianym już "Panu Tadeuszu" kilka osób zabijanych jest pro publico bono, ale to nikomu nie przeszkadza, bo przecież dzięki generalnemu wydźwiękowi rozrasta się nasza narodowa duma, w końcu czujemy, że jesteśmy cudownym krajem i nikt nie powinien nam psuć tej szampańskiej atmosfery. nie chodzi mi tutaj o deprecjonowanie "arcydzieł polskiej literatury", a jedynie o zwrócenie uwagi na to, że nie zawsze musimy brać utwór za literacki skarb, możemy stwierdzić (po gombrowiczowsku): "jak zachwyca, skoro nie zachwyca".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz